Niebawem Święta, a tuż po nich koniec roku. To najlepszy czas na podsumowania i nowe plany. W Sobotę na kilka chwil mój świat stanął w miejscu. Dzisiaj, kiedy nieco ochłonęłam, chciałabym rozpocząć nowa serię – myśl tygodnia, w której będę pisać o ważnych dla mnie (i jak sądzę dla Was) tematach. Brakuje mi tego w blogosferze. Mam nadzieję, że do tego pomysłu podejdziecie z dużą dozą optymizmu! 

DLACZEGO BAGATELIZUJESZ PIERWSZĄ POMOC?

Pierwsza pomoc – temat tak ważny, a tak często spychany na dalszy plan. Umiejętność wykonywania prawidłowych czynności ratunkowych dotyczy każdego z nas. Chodzi o nasze zdrowie i bezpieczeństwo, zdrowie i życie naszych bliskich, a także wszystkich przypadkowo napotkanych osób. Do udzielania pierwszej pomocy jesteśmy zobowiązani nie tylko względem własnego sumienia i naturalnego odruchu ludzkiego. Dba o to również litera prawa. Dlaczego więc wciąż tak mało się mówi, tak mało się szkoli, a później ma pretensje do całego świata? 

Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Ta prosta, prawdziwa i jakże stara maksyma towarzyszy mi już naprawdę długo. Niejednokrotnie przekonałam się, że nie posiadam magicznych mocy naprawy całego świata, ale zmieniając siebie na lepsze, na pewno zmieniam jakąś jego część. Pamiętajmy o tym, że nasze zachowanie jest niejednokrotnie kopiowane (efekt lustra). Ludzie wzorują się na różnych osobach: tych, dla nich ważnych, osobach publicznych, a nawet influencerach. Bądźmy dla siebie godnym przykładem.

Dzisiejszym wpisem chciałabym Was zachęcić do tego, abyście aktywnie brali udział w kursach pierwszej pomocy, czy to tych stacjonarnych, czy to tych online.  W moim odczuciu przejście samego kursu jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejszym czynnikiem, który może sprawić, że uratujemy sobie lub komuś życie jest systematyczne powtarzanie zdobytej wiedzy oraz szybki dostęp do jasno sprecyzowanych instrukcji. 

Wiedza, której nie używamy powoli zanika. Niektóre fakty lekko się rozmazują, inne całkiem wylatują nam z pamięci. To nic złego, tak po prostu jest. Musimy jednak zdawać sobie z tego sprawę i raz na jakiś czas (polecam minimum raz na pół roku), ważną dla nas wiedzę odświeżać. 

Obecnie rozwinięta technologia pod wieloma względami jest dla nas zmorą, jednak z drugiej strony umiejętne jej wykorzystanie może znacznie ułatwić nam życie. Na wyciągniecie ręki mamy swój telefon komórkowy, a w nim dostęp do wszystkiego – połączenie z numerem alarmowym, specjalistyczne strony z poradnikami i instruktażami oraz dedykowane pierwszej pomocy aplikacje. Korzystajmy z tego! Bądźmy jak dobry prawnik – nie musimy znać wszystkich przepisów na pamięć w 100%, musimy znać podstawy i wiedzieć gdzie szukać. 

Wcale nie uważam, że z natury ludziom nie zależy na opanowaniu czynności ratunkowych. Po prostu o tym mówi się zdecydowanie za mało, szkolenia nie są obowiązkowe, a natłok codziennych spraw spycha między innymi tak ważne koniec końców aspekty na dużo dalszy plan. 

Tak jak napisałam wyżej, całego świata nie zbawimy, ale możemy być dobrym przykładem i zachęcać innych do poszerzania swojej świadomości. Zainstalujmy sobie i najbliższym aplikację w telefonie, porozmawiajmy przy okazji rodzinnego spotkania o tym, czy każdy pamięta jaki jest numer ratunkowy i co zrobić w przypadku zadławienia, porażenia prądem, udaru, czy utraty oddechu.  

O czym jeszcze warto pamiętać to fakt, że w zdecydowanej większości przypadków sami sobie nie pomożemy. Jesteśmy uzależnieni od osób, które aktualnie będą znajdowały się wokół nas. To chyba najbardziej dotkliwy argument przemawiający za tym, aby uświadamiać innych. 

Skąd nagle pomysł na taki wpis? Niestety w Sobotę mój synek się zadławił. Cudem go uratowałam i aż nie chcę myśleć, co by to było gdyby okoliczności zmieniły chociaż w niewielkim stopniu. Czy babcie lub jego tata umieliby odpowiednio zareagować? Wierzę, że tak, chociaż dopiero wtedy doszło do mnie, że przecież nie upewniłam się czy każdy w dostatecznym stopniu zna techniki pierwszej pomocy gdy wracałam do pracy. Wprowadziłam wiele zasad, nakazów, o wielu rzeczach mówiłam, jednak nie o tym. Dobiło mnie to strasznie i bardzo chciałabym Was na to uczulić. 

Wierzę, że każda tak traumatyczna sytuacja ma nas czegoś nauczyć. Mnie nauczyła, chyba nawet więcej niż powinna. Nie tylko oglądałam dzisiaj z mężem masę filmów instruktażowych, nie tylko zmieniłam punkt widzenia na posiłki Filipka i jeszcze bardziej przykręciłam śrubę, ale też chciałabym przygotować babcie i dziadków na takie sytuacje podczas najbliższych odwiedzin i przede wszystkim tym wpisem uczulić chociaż jedną/jednego z Was. Jeśli ktokolwiek poczuł chociaż przez sekundę, że rzeczywiście ten wpis na niego wpłynął, cel zostanie osiągnięty. Nie ma takiej wagi, która zmierzyłaby wartość ludzkiego życia, a może chociaż jedno udało mi się pośrednio uratować.