PIELĘGNACJA

LIFERIA STYCZEŃ 2018 ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA

Nowy Rok to nowe możliwości i nowa szansa dla boxa kosmetycznego Liferia, który po problemach logistycznych w końcówce roku powrócił pełną parą! Sprawdźmy co kryje w sobie aktualne pudełko i czy jest warte zakupu.

Jednorazowe pudełko Liferia to koszt 59 zł, jednak decydując się na stałą subskrypcję można liczyć na rabat. Co ważne, za przesyłkę nie dopłacamy dodatkowo więc cena za pięć lub sześć produktów wydaje się być dość atrakcyjna. W Styczniowym boxie znalazło się sześć pełnowymiarowych produktów, w tym jak zwykle coś z kolorówki.


1. GREENFROG BOTANIC, NATURAL BODYWASH – ŻEL DO MYCIA CIAŁA

Organiczny żel, który w założeniu delikatnie oczyszcza, ale i nawilża skórę dzięki aloesowi. Nie zawiera SLS-ów ani parabenów, jest odpowiedni dla wegan i cruelty free!

Ten produkt znalazł się już kiedyś w pudełeczku, dokładnie we Wrześniu ubiegłego roku. Do tej pory wersji travel size nie spróbowałam, ponieważ przeznaczyłam ją na wyjazdy. Jak widać teraz mogę przetestować kosmetyk bez wyrzutów sumienia. Jestem ogromnie ciekawa, czy jego oczyszczanie będzie skuteczne, a skóra rzeczywiście nawilżona.

2. THE VINTAGE COSMETICS COMPANY – OPASKA

Tę markę poznałam dzięki Marcowej odsłonie pudełeczka, w której znajdowała się pęseta. Gadżet jest rewelacyjnej jakości, dlatego mam nadzieję, że opaska do makijażu lub domowego SPA posłuży mi naprawdę na długi czas.

3. FARMONA, JANTAR – SUCHY SZAMPON

A to Ci dopiero! Dobrze, że nie zdążyłam złożyć zamówienia w drogerii internetowej, bo z pewnością w koszyku wylądowałby popularny Batiste, którego nie lubię ale jest tani i najlepiej dostępny. Pokładam ogromne nadzieje w polskim kosmetyku, oby spisywał się świetnie.

Ps. macie ochotę na test na żywo?

4 + 5. VIANEK – NORMALIZUJĄCA I ŁAGODZĄCA MASECZKA DO TWARZY

W tym miejscu tak troszeczkę nas oszukano, bo pudełeczko reklamuje się jako sześć produktów, przy czym maseczki są naprawdę malutkie i spokojnie można byłoby je wrzucić jako gratis. Oczywiście duży plus za kolejną polską markę, oby tak dalej!

6. FELICEA – NATURALNA KREDKA DO BRWI

Ostatnim produktem jest naturalna kredka do brwi, co do której mam pewne obawy. O ile samą markę znam i cenię, o tyle kredka podczas pierwszych testów wypadła nieco blado. I to dosłownie. Na dłoni kolor jest dość mizerny, więc jestem ogromnie ciekawa jak sprawdzi się w akcji. Z dwojga złego lepiej mniej pigmentu niż za dużo – czas pokaże.


Podsumowując, każdy produkt z przyjemnością przetestuję – szczególnie suchy szampon i opaskę. Maseczki do twarzy są zawsze na plus, tych nigdy za wiele, a z żelem i kredką będziemy próbować się polubić. Pudełko uznaję za całkiem w porządku, chociaż nie było to moje ulubione. Z przyjemnością otworzę kolejne z nadzieją, że polskich marek będzie tu coraz więcej.