MAKIJAŻ

LILY LOLO, BIG LASH MASCARA | RECENZJA

Cześć! Zgodnie z obietnicą na Instagramie, dzisiaj pełna recenzja naturalnej mascary marki Lily Lolo – Big Lash Mascara.

MOJE RZĘSY

Jeśli oglądacie mnie na YouTube, doskonale wiecie jak liche są moje rzęsy – proste, krótkie i jasne. Do tego wcale nie ma ich jakoś bardzo dużo, chociaż gęstość to najmniejszy z moich problemów. Na rynku jest bardzo mało mascar, które w jakikolwiek sposób potrafią moje rzęsy podkręcić, wydłużyć i pogrubić jednocześnie. Do tego dochodzi też problem z trwałością efektu – rzęsy szybko opadają.  Zwykle mascary jako produkt dość dobrze się u mnie utrzymują (nawet podczas treningu lub płaczu).

CZEGO SZUKAM W TUSZACH DO RZĘS?

Poszukuję efektu widocznych rzęs przy mojej opadającej powiece. Chcę aby rzęsy otwierały oko, były ładnie podkręcone, pogrubione i wydłużone. Szukam trwałości efektu – chcę o 21 wieczorem wyglądać tak, jak o 6 rano. Mascara nie może się rozmazywać i podrażniać mi oczu. Super, gdyby łatwo się zmywała!


Być może zainteresują Cię też inne artykuły związane z makijażem i pielęgnacją.


LILY LOLO – BIG LASH MASCARA: PODSTAWOWE INFORMACJE

Producent obiecuje, że rzęsy będą grubsze, gęstsze i dłuższe niż kiedykolwiek (to “kiedykolwiek” jest nieco odważne, prawda?). Szybkoschnąca formuła pozbawiona została potencjalnie drażniących i alergizujących substancji takich jak sadza i DEA. Produkt nie zawiera substancji zapachowych, silikonów i alkoholu. Mascara została przetestowana okulistycznie – jest odpowiednia dla wrażliwych oczu.

Tusz ma także innowacyjną szczoteczkę, zapewniają wyjątkową trwałość i efekt perfekcyjnie podkreślonych rzęs.

Cena: 75 zł / 6,5 ml.

SKŁAD

Dla zainteresowanych pełny skład produktu:

AQUA, STEARIC ACID, C18-36 ACID TRIGLYCERIDE, PROPANEDIOL, HELIANTHUS ANNUUS SEED CERA, ORYZA SATIVA BRAN CERA, ACACIA SENEGAL GUM, HYDROXYPROPYL METHYLCELLULOSE, GLYCERYL BEHENATE, POLYGLYCERYL-6 DISTEARATE, HYDROGENATED OLIVE OIL, GLYCERIN, VP/EICOSENE COPOLYMER, CELLULOSE, CENTAUREA CYANUS FLOWER WATER, SUCROSE ACETATE ISOBUTYRATE, JOJOBA ESTERS, SODIUM HYDROXIDE, COPERNICIA CERIFERA CERA, OLEA EUROPAEA FRUIT OIL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, HYDROXYETHYLCELLULOSE, PHENETHYL ALCOHOL, ROSA CENTIFOLIA, FLOWER CERA, ROSA DAMASCENA FLOWER CERA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, UNDECYL ALCOHOL, OLEA EUROPAEA OIL UNSAPONIFIABLES, ACACIA DECURRENS FLOWER CERA, POLYGLYCERIN-3, TOCOPHEROL, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, SODIUM PHOSPHATE, DISODIUM PHOSPHATE, POLYSORBATE 20 [+/- CI 77499 (IRON OXIDES)].

MOJE NASTAWIENIE DO TESTOWANIA

Bazując na swoich doświadczeniach z naturalnymi mascarami spodziewałam się najgorszego. Do tej pory ani jeden tusz, który miał dobry skład się u mnie nie sprawdził. Przeważnie efekt był niemal żaden, a formuły bardzo nietrwałe. Do testowania podeszłam więc bardzo sceptycznie i wykorzystałam fakt, że póki co pracuję w trybie HOME OFFICE, więc ewentualną porażkę zobaczyliby tylko najbliżsi.

Testy trwają już niemal dwa tygodnie, oto moja recenzja.

RECENZJA

Formuła tuszu bezpośrednio po otwarciu jest rewelacyjna! Ani nie zbyt mokra, ani też zbyt wysuszona – elastyczna, lekko gęsta, świetnie dająca popracować. Bardzo mocno zaskoczyłam się faktem, że tusz nie będzie musiał czekać i dosychać abym mogła rozpocząć testowanie. Was też najbardziej w mascarach denerwuje fakt, że kupując ją nie dostajecie od razu 100% jej możliwości, tylko musicie dzielnie walczyć i czekać na lepsze czasy? Tutaj tego problemu po prostu nie ma. Faktycznie formuła tuszu nie podrażniła moich oczu.

Mascara bardzo łatwo nakładała się na rzęsy. Szybko wysychała, ale co ważne – dawała się budować mam wrażenie niemal bez końca. Bardzo ważną cechą tego tuszu jest pozostawienie rzęs giętkich, miękkich i lekkich! Niektóre mascary dają u mnie super wygląd, ale jednocześnie tworzą okropną skorupę i efekt bardzo twardych rzęs, co mocno wpływa na ich kondycję (zwłaszcza przy demakijażu).

Jeśli chodzi o trwałość, określam ją jako bardzo dobrą, chociaż nie rewelacyjną. Tusz utrzymuje się bez problemu cały dzień, ale przy bardziej intensywnym płaczu rozpuszcza się i brudzi zwłaszcza zewnętrzne kąciki oczu.

Co do samego efektu, pierwsza warstwa jest dla mnie w zupełności niewystarczająca. Podoba mi się to, jak tusz osadza się na rzęsach, jednak efekt wydłużenia, pogrubienia i podkręcenia jest u mnie bardzo słabo widoczny. Dwie warstwy dają już niemal zadowalający mnie efekt, ale dopiero trzecia tura robi robotę. Z ręką na sercu mogę Wam powiedzieć, że po prostu ten produkt wyciska z moich rzęs ile może. No i podkręcenie nie grubi się w trakcie dnia!

Szczoteczka jest dość spora. Nie należy do największych, ale początkowo rozważałam wymianę jej na taką klasyczną jednorazową spiralkę i testowanie samej formuły. Okazało się, że górną powiekę brudzi mi bardzo rzadko – dość szybko nauczyłam się nią operować. Większy problem mam z dolnymi rzęsami – tutaj muszę się nieźle nakombinować aby i efekt był ładny, ale też żeby nie zepsuć makijażu.

Największą wadą tego produktu jest oczywiście cena. 75 zł w standardowej ofercie to dość sporo, biorąc pod uwagę przekrój łatwo dostępnych drogeryjnych tuszy do rzęs. dających fajny efekt W tym przypadku jednak zestawianie z propozycjami drogeryjnymi byłoby dla mascary od Lily Lolo krzywdzące – przecież to produkt z zupełnie innej półki. W tym przypadku płacimy za dopracowany i bezpieczny skład. Trzeba sobie wyważyć, czy skład ma dla nas znaczenie, czy nasze oczy są wrażliwe, albo po prostu borykamy się z jakimiś ich schorzeniami? Dla każdego też 75 zł będzie miało inną wartość. Dla mnie jest to trochę za dużo na mascarę, dlatego będę polować na jakąś konkretną zniżkę. Zwykle nie wydaję na tusz więcej niż 30-35 zł. Myślę, że -20% od ceny standardowej byłoby już jak najbardziej okej i tyle byłabym w stanie wydać. Zobaczymy też jak z wydajnością, bo może okazać się, że tusz wystarczy na więcej niż trzy miesiące. Wówczas nawet pełna kwota nie będzie bolała mnie aż tak bardzo.

PODSUMOWANIE

Podsumowując, czy tusz się u mnie sprawdził i czy go polecam? Szczerze uważam, że jest to hit. Mamy tutaj połączenie świetnego efektu i bardzo dobrego składu. W zasadzie można byłoby powiedzieć, że tak brzmi chyba definicja kosmetyku idealnego – dobry skład, trwałość i pożądany efekt. Jeśli tylko cena nie jest dla Was zaporowa albo macie oczy skłonne do podrażnień, szczerze polecam Wam spróbować. Skoro na moich rzęsach mascara wygląda ładnie, obstawiam, że u innych może być tylko lepiej!

 

 


* Produkt został mi wysłany to przetestowania, jednak w żadnym stopniu nie wpłynęło to na moją opinię.