Pierwszy rok życia Filipka już za mną. Niebawem czeka nas sporo zmian, między innymi mój powrót do pracy. Póki mogę, wykorzystuję czas na przemyślenia związane z rodzicielstwem. Dziś tak całkiem szczerze opowiem Wam o tym jaką mamą chciałabym być dla swojego syna.

Nie powiem, że nigdy nie myślałam nad tym wcześniej, bo to nieprawda. Nad swoim obrazem jako rodzica myślałam raz bardzo dawno temu, kiedy zastanawiałam się czy w ogóle chciałabym mieć dzieci, a później dość intensywnie oddawałam się tym planom i założeniom w ciąży. Być może jeśli czekamy na drugie (lub kolejne) dziecko jest nam łatwiej stworzyć pewne założenia, jednak dla kobiety, która nigdy za wiele do czynienia z dziećmi nie miała… Cóż, to trochę inna bajka. Z rzeczywistością zderzyłam się dość mocno, nie tylko przez wzgląd na to jak naprawdę wygląda rodzicielstwo, a jak to pięknie pokazuje się w social mediach, ale też przez wzgląd na podział obowiązków w domu, udział ojca w życiu dziecka i tym podobne aspekty. Prawda jest taka, że nie wszystko jest tak jak sobie wyobrażałam, i poniekąd to dobrze. Filip jako mały człowiek, jako odrębna jednostka i jako mój syn zaskakuje mnie każdego dnia. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie pomyślałabym jak pięknie jest być rodzicem i jak trudno nim być. Dziś, z pewnym bagażem doświadczenia mogę Wam świadomie powiedzieć jaką mamą chciałabym być.

Chciałabym być mamą, która kocha bezgranicznie i bezwarunkowo, choć mądrze. Bezgraniczna i bezwarunkowa miłość jest prosta, wręcz naturalna, ale kochać mądrze to co innego. Miłość bezgraniczna nie może ograniczać, nie może psuć, nie może krzywdzić. Niestety wiele relacji między matką a dzieckiem jest niezdrowych, choć tak naprawdę przecież z założenia chcemy tylko dobrze. Masa błędów popełniana jest przez strach o dziecko i chęć kontroli. Nie chcę tego dla swojego syna, choć wiem jak bardzo martwię się o niego na każdym kroku. Nie chcę zamykać mu wszystkich drzwi, tylko dlatego, że ja tam nie będę.

Chciałabym być mamą, która pomaga dziecku zrobić wszystko samemu, po swojemu. Chciałabym, aby Filip widział i czuł moją dłoń, moje ramię, które są zawsze na wyciągnięcie ręki, lecz nie chcę go za tę rękę trzymać nieustannie. Chcę aby wiedział, że kiedy upadnie, będę tuż obok by go podnieść jeśli tylko będzie tego potrzebował. Dziś, jutro, za rok i za 20 lat. Chciałabym aby moje macierzyństwo pobudzało w nim ciekawość świata, aby zachęcało do poznawania nowych rzeczy, nie chcę aby się wszystkiego bał i żył pod kloszem.

Chciałabym być też mamą, która podchodzi do wszystkiego z rozsądkiem, umiarem i śmiechem. W dużej mierze wychodzi mi to w praktyce, jednak nie zawsze. Chciałabym mieć zdrowe podejście do diety, do zabaw, do nauki, do pasji. Moim zdaniem elastyczność w rodzicielstwie to jedna z najważniejszych cech, tego mi samej zabrakło będąc dzieckiem i nastolatką. U mnie w domu panowały bardzo sztywne zasady i choćby człowiek na rzęsach stawał to nie dało się nic przeskoczyć. Chciałabym być rodzicem, który potrafi docenić starania dziecka, który potrafi nagradzać i negocjować. Chcę słuchać rozsądnych argumentów i je do siebie przyjmować. Nikt nie jest nieomylny, a zwłaszcza rodzice.

Chciałabym być mamą, która zasłużyła na szacunek dziecka. Wiele mówi się o tym, że trzeba mieć szacunek do rodziców, do starszych, do wszystkich. Oczywiście, że tak, ale powiedzcie same, czy na ten szacunek nie powinniśmy sami pracować? Bycie kulturalnym względem drugiego człowieka to podstawa, ale naprawdę kogoś szanować i liczyć się z jego zdaniem to coś, do czego będę dążyć. Chciałabym być dla mojego syna autorytetem. Nie wyrocznią, nie osobą, która wie wszystko, ale po prostu kimś, do kogo warto przyjść po radę. Kimś, kto trochę przeżył i potrafi wskazać drogi wyjścia. Kimś, kto potrafi słuchać i komu można zaufać.

I w końcu, chciałabym być mamą, która nigdy nie użyje względem swojego dziecka pewnych słów, bo słów nie da się cofnąć i zostaną w dziecku na zawsze, nawet jeśli się pogodzimy. Nie wyobrażam sobie powiedzieć dziecku, że jest nieudacznikiem, że nic mu nie wychodzi, że wszystko zawala, że jest do niczego. Nie wyobrażam sobie powiedzieć mu, że mam go dosyć. Nigdy nie chciałabym też względem dziecka wyciągać jako argumentu swojego poświęcenia. Zresztą, o tym to chyba warto byłoby napisać osobny artykuł – dziecko samo się nie wprosiło na świat i niczego od nas nie wymagało. Decyzja o założeniu rodziny jest świadoma i nawet, jeśli wymaga wielu wyrzeczeń, to nie mamy prawa tak atakować dziecko i zarzucać mu, że jest czemukolwiek winne. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić także abym powiedziała swojemu dziecku, że jeśli nie będzie trzymał się zasad, może sobie szukać miejsca gdzieś indziej lub, że na mnie nie może liczyć. Pomyślcie sobie, jak łatwo w kłótni mówić różne słowa, które nawet nie są prawdą. Jeśli dziecko usłyszy takie rzeczy od własnych rodziców, od osób dla których jest wszystkim i jest najważniejszy… Jak ma budować poczucie własnej wartości, jak ma się czuć kochany i jak ma czuć, że rodzice stanowią pewnego rodzaju grunt pod nogami? Jeśli macie skłonność podczas kłótni ze swoimi rodzicami, rodzeństwem, partnerem czy znajomymi wyciągać tak mocne słowa, lepiej zacznijcie nad tym pracować już teraz abyście takiego błędu nie popełnili względem dziecka. Uwierzcie, że te słowa zostają, wbijają się głęboko i w dorosłym życiu nie raz powrócą i dadzą popalić.

Mam nadzieję, że tym artykułem chociaż trochę skłoniłam Was do refleksji nad sobą i swoją relacją z dzieckiem. Koniecznie dajcie znać, jakie cele Wy stawiacie przed sobą i do czego chcecie dążyć w rodzicielstwie.

Koniecznie zobacz więcej artykułów o macierzyństwie i ciąży:

🔹 PIERWSZY TRYMESTR CIĄŻY | MOJA HISTORIA, PORADY, WSKAZÓWKI

🔹 http://spodobcasa.pl/okiem-mamy-tommee-tippee-easi-vent-recenzja-czy-warto/